cvgrafikiexlibrisyinterioryzdjeciakonkursytekstylinkikontakt
spis tekstów
Linoryt - jakaż to tajemnicza i pociągająca sprawa ! Tajemnicza - no bo jak to się dzieje, że za pomocą jakiegoś niewielkiego kawałka metalu, ryjąc przez miesiąc tysiące dłuższych i krótszych linii w kawałku zwykłego linoleum, można w tej plątaninie odnaleźć jakiś kierunek, drogę do celu ? Trzeba naprawdę mieć pewność celu i wewnętrzny spokój, ale chyba także jeszcze coś, co pozwala fizycznie przeżyć wielogodzinny wysiłek, zmaganie z materiałem czy własnymi słabościami.
W odróżnieniu od innych technik graficznych, linoryt na pewno jest najbardziej naturalna. Artysta cały czas jest blisko materii, bezpośrednio kształtuje obraz w podłożu. Używa przy tym bardzo prostych narzędzi, które z powodzeniem może sam zrobić. Kawałek linoleum, czarną farbę i biały papier można znaleźć wszędzie, a to właściwie wszystko czego potrzeba aby wykonać grafikę. Skomplikowane technologie, specjalistyczna maszyneria o komputerze nie wspominając, ba - nawet elektryczność , są zupełnie zbędne.
Nie znaczy to, że odrzucam, lub nie doceniam możliwości współczesnych mediów elektronicznych. Chodzi mi raczej o podstawowe wartości płynące z najprostszego i bezpośredniego - fizycznego kontaktu ze wszystkimi etapami pracy, dającego tak ważne dla artysty poczucie wolności i pozwalającego zachować pierwotną radość, a zarazem czystość tworzenia. Artysta nie potrzebuje niczyjej pomocy, czy pośrednictwa. Od początku do końca jest sam na sam z materią. To bardzo osobiste, wręcz intymne - zupełnie tajemnicze, a przez to jakie pociągające !
Oglądając grafiki Łukasza Cywickiego, stajemy wobec kilku frapujących tajemnic.
Białe na czarnym, czy czarne na białym ? Odpowiedź na to proste z pozoru pytanie, okazuje się jednak bardziej skomplikowane niż tego oczekiwaliśmy. Wydaje się bowiem, iż to co bierzemy za oczywistość, jest jej wyraźnym zaprzeczeniem. To, co braliśmy za białą farbę położoną na czarnym papierze, okazuje się być tylko czarną dziurą w czarnym - a więc wszystko jasne, jednak czarno na białym ! Znienacka pojawia się jednak kolejna niepewność - pozytyw to czy negatyw ? Czy aby sugerowana pozytywność jest jedynie efektem chłodnej spekulacji, gry intelektualnej, czy też mamy do czynienia z negatywnym pozytywem, perfidnie przygotowaną zasadzką optyczną ?
Rozwiązanie tych dylematów pozostawiamy dociekliwości widza. Ja zajmę się innym niemniej intrygującym zagadnieniem, jakim jest kompozycja obrazu a właściwie jej odwrotność, co w tym przypadku jest wartością podstawową. Poprzez prosty z pozoru zabieg polegający na charakterystycznej lustrzanej manipulacji obrazem, autor uzyskuje możliwość swobodnego kreowania formy. Ta symboliczna dwoistość, będąca synonimem dwóch stron natury ludzkiej znajduje częściowo wyjaśnienie, jeżeli zwrócimy uwagę na datę urodzin autora. Bliźnięta są wszak znakiem dwoistości, która uzasadnia analizę osobowości autora, także od tej magicznej, astralnej strony.
Multiplikując obraz, buduje wieloczłonowe układy kompozycyjne złożone z szeregu charakterystycznych form, co w przypadku konkretnej przestrzeni "do zagospodarowania", daje wiele możliwości zmiennych kreacji tej samej pracy. Mamy do czynienia zarówno z obiektami pojedynczymi jak i wieloczłonowymi poliptykami, których układ jest wartością zmienną i może być dowolnie kształtowany, tworząc nowe walory wizualne i znaczeniowe. Ten rodzaj gry wydaje się być jednak zastrzeżony wyłącznie dla autora, który wyraźnie oddziela proces kreowania od percepcji, zachęcając widza do wędrówki po jednej stronie tak skonstruowanego świata.
Pytania o inspirację, źródło - z reguły łączą się z precyzyjnie wybranymi fragmentami natury. Przetworzone w charakterystyczny dla Autora sposób, ulegają zamierzonym uproszczeniom tworząc nową, oczyszczoną formalnie rzeczywistość o wyraźnej, klarownej konstrukcji. Właściwy dla linorytu sposób budowania formy, jest tutaj podporządkowany uzyskaniu zamierzonego efektu.
Kolejnym krokiem w tym kierunku jest budowanie odpowiedniej dynamiki i napięcia w obrazie, uzyskiwane poprzez ograniczanie kolorystyki wyłącznie do bieli i czerni. Taki ładunek energii jest umiejętnie kanalizowany poprzez delikatne partie bogatych faktur tworzących wrażenie miękkiej tkanki szarości. Czarno-biały świat nie potrzebuje koloru, mocne kontrasty, skutecznie łagodzą strefy miękkiej szarości. Panuje tu spokój i cisza. Nie słychać żadnych dźwięków, raczej delikatny i daleki szum wiatru, przepływ czasu - coś, co symbolizuje oczekiwanie dźwięku który szczęśliwie jeszcze nie zabrzmiał.
No a materia z której Autor tak misternie buduje swój świat ?
Drobne plamy czerni i bieli, tworzą misterną fakturę budującą przestrzeń skonstruowaną z bardziej lub mniej rozpoznawalnych archetypów znanej nam rzeczywistości, zmieszanej z formami abstrakcji. Znajome kształty, układy form, znaki - nabierają nowego znaczenia, rozpoczynają nowe życie mierzone już inną miarą wartości metafizycznych.
W końcu rzecz tak istotna, jak przesłanie tak budowanego świata ?
Autor przemawia wprost, ale jego świat jest pełen zaskakujących skojarzeń i implikacji. To świat w ciągłym ruchu, metamorfozie. Oglądany obraz jest kadrem zatrzymanym dla nas na ułamek sekundy - stop klatką, która pozwala na spokojną analizę rzeczywistości, prawie fizyczny dotyk czasu - czasu jaki zechcemy mu poświęcić, lub raczej jaki Autor przeznaczył dla nas.
Czas jest po naszej stronie, mamy go do woli i bez obaw, że ktoś znienacka zwolni odpowiedni przycisk w pilocie, możemy przemieszczać się przez świat, stworzony dla nas i przez nas. Odnajdujemy ukryte znaki prowadzące nas w głąb tajemnicy. Przemierzamy miękkość łąki i puste ciemne przestrzenie. Śmiało zagłębiamy się w gąszcz, aby niespodziewanie wejść w oświetloną delikatnym światłem, rozedrganą plamę organicznej materii.
Materia i jej energia, zdają się służyć Autorowi do jeszcze jednego, ukrytego celu - ładowania naszego akumulatora, który powinien wystarczyć do odbycia podróży przez właściwy nam świat i czas. Wierzcie mi, to wszystko prawda - sam tam byłem.
Łukasz doskonale wie "co chciał nam przez to powiedzieć", ale dyskretnie milczy, pozostawiając poczucie komfortu w wyborze, mam jednak takie wrażenie, że przez cały czas dyskretnie prowadzi nas dokładnie tam, gdzie chciałby nas zaprowadzić, a odkrywanie tajemnicy jest zabawą, która z góry ma zaplanowaną puentę. Odnajdujemy ją zresztą tradycyjnie tuż przed końcem filmu. Jak zdążyłem się dowiedzieć, Łukasz jest zapalonym kino-maniakiem, a film jest jego ulubioną rozrywką...
Zmienność i relatywność, spokój, ukryta energia i tajemnicze światło, tworzą oczekiwana przez Autora całość, która jest warunkiem właściwego przekazu - kluczem do prawdy świata Łukasza Cywickiego.

Woytek Grela
sierpień 2000 r.
DESIGN BY WOLART