Graficzny zapis czy gra w (s)tworzenie?
Łukasz Miłosz Cywicki rozpoczął tworzenie swego plastycznego świata od przebadania możliwości, jakie daje
fundamentalna opozycja czerni i bieli. A jest to, jak pisał Tadeusz Wiktor - grafik i teoretyk sztuki: "elementarne
zestawienie najtrudniejszych, a zarazem najpiękniejszych barw świata, które symbolicznie odzwierciedlają
podstawowe i uniwersalne zasady wszechświata".
Wielu artystów ma ambicje kreowania własnych plastycznych światów. Poczynaniami innych kierują pasje poznawcze.
Tych drugich wyróżnia pogłębione zainteresowanie naturą świata, przekraczanie subiektywności i umownej przestrzeni
sztuki czystej, wreszcie szczególna metodyczność pracy, w której jest sporo cech działalności naukowej. Łukasz
Cywicki nad żywiołowość ekspresji i gestu przedkłada intelektualną spekulację. Cierpliwie drąży, wnika, poprawia,
cyzeluje, powtarza, wraca do tematu, pogłębia go, wyciąga naukę z potknięć i pomyłek. Tak dzieje się w monumentalnym
cyklu graficznym Dzień po dniu i w, komplementarnych względem niego, lirycznych miniaturach Dotyk czasu -
odciskach "Ja", w których motywem przewodnim są linie papilarne własnych dłoni.
W obu przypadkach artysta wymyślił metodologię i sprawdza artystyczne możliwości jej zastosowania. Intrygujący
i oryginalny kształt jego prac wynika z połączenia kilku pomysłów: czarno-białej fotografii, fenomenów przyrody,
odrealnionych efektów fotograficznego negatywu oraz konceptu multiplikacji tej samej pracy. Wykonany na dużej
płycie linoryt łączy z odbitkami tej samej pracy odwróconej o 180 stopni. Tworzy w ten sposób dyptyki, tryptyki
lub otwarte wieloczłonowe kompozycje, realizowane dla potrzeb aranżacji odmiennych przestrzeni wystawowych.
Taki, zróżnicowany i przebiegający etapami sposób pracy pozwala artyście uruchomić i wykorzystać zarówno emocje,
jak i intelekt oraz manualne umiejętności. Stanowi też odpowiednik kolejnych faz procesu poznania: kontemplacji,
myślenia, konceptualnej refleksji i praktycznej realizacji. Każdy etap graficznej gry w czarne i białe stawia przed
twórcą inne wyzwania, ale też pozwala mu w pełni realizować, co przynosi owoce - przykuwające uwagę graficzne
kompozycje, których firmowymi znakami są dynamiczne efekty przestrzenne i pietyzm detali.
Po obejrzeniu monumentalnych kompozycji: Dzień pierwszy, Dzień dziewiąty, Dzień siedemnasty, przypomniał mi się
fragment otwierający biblię: "Wtedy Bóg rzekł: >Niechaj stanie się światłość< I stała się światłość. Bóg widząc,
że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności.
I nazwał Bóg światłość dniem, a ciemność nazwał nocą. I tak upłynął wieczór i poranek - dzień pierwszy:
Opozycję ciemności i światła wyraża w plastyce właśnie czerń i biel. Od czasów Józefa Gielniaka nie było w polskiej
grafice zbyt wielu twórców o prawdziwej kosmicznej wyobraźni. Zaś w kompozycjach Łukasza Cywickiego, będącego
zresztą laureatem jeleniogórskiego konkursu imienia tego artysty, przykuwa uwagę owa szczególna, pokrewna
Gielniakowej wizyjność, która ma źródło w zawartej w nich syntezie mikro- i makrokosmosu. Odkrycia naukowe
naszych czasów przynoszą częste potwierdzenie artystycznych intuicji o tożsamości głębokich struktur
wszechświata, zadziwiających analogiach budowy gwiazd i drobinek śniegu, podobieństwie mikroorganizmów
do gotyckich katedr itp.
Długi i mozolny proces tworzenia grafik przez Łukasza Cywickiego: utrwalanie na światłoczułej taśmie zachwytu
naturą, konceptualna transformacja i projektowanie dzieła, czynność rytowania i odbijania, wieńczą iście
kosmologiczne kompozycje, w których znajduje odbicie i odciska swój ślad potężny strumień bytu. Ja przynajmniej
tak go sobie wyobrażam. Sam artysta dystansuje się nieco od takich demiurgicznych skojarzeń. Dla niego cykl
Dzień po dniu to przede wszystkim wizualny pamiętnik, dokumentujący zdarzenia, fakty i przeżycia - zapis ważnej
sprawy upływu czasu.
Magdalena Rabizo-Birek
grudzień 2004 r.