Kalejdoskop to moja ukochana zabawka dzieciństwa: zrobiony przez Tatę niepozorny, lecz czarodziejski przedmiot
z malutką dziurką do podglądania przecudnego, nieskończonego świata centrycznych wzorów, form i kolorów.
Źródło nieustannych zachwytów nad ich doskonałością, harmonią i pięknem, nad ich różnorodnością i niepowtarzalnością.
Ten cud geometrii, rytmicznych powtarzalności, które z garsteczki potłuczonych kolorowych szkiełek i drobnych
kamyczków wyczarowują zupełnie inny, przepiękny świat zadziwia i zachwyca mnie do dziś. Magia geometrii zadziwia -
a także i inspiruje - również znakomitego grafika, Łukasza Miłosza Cywickiego.
Tworzenie nowych jakości poprzez wspieranie się tą możliwością geometrii; odbijaniem, powielaniem poszczególnych
elementów i układaniem z nich rytmicznych całości to jedna z cech jego graficznych kompozycji. Te fascynacje
zaznaczyły się już w jego pracach dyplomowych: znakomitych, wielkoformatowych linorytach, z których każdy składał
się z dwóch identycznych części, obróconych względem siebie o 180 stopni i "zrośniętych" w jedną - pozornie
geometryczną - całość. Kolejną z zauważalnych w jego twórczości cech jest wykorzystywanie w różny sposób
elementów własnej fizyczności: wyjściowym motywem niewielkich grafik z lat 1998-2001 był rysunek jego linii
papilarnych, w pracach z 2004 pojawiły się odbicia całych dłoni i fragmentów twarzy. Te dwa, dotychczas zaledwie
zaznaczane, choć gdzieś w tle stale obecne obszary fascynacji znalazły swój pełny wyraz i zjednoczenie w najnowszych
jego pracach - grafikach komputerowych z cyklu "Interiory". "Interiory" to doskonale geometryczne, centryczne,
"kalejdoskopowe" kompozycje, w których rytmicznie powtarzającymi się elementami są fragmenty twarzy artysty:
jego oczy, zęby, brwi, usta, faktura skóry i wyrastających z niej włosów. Metoda ta sama, jak
w dziecięcym kalejdoskopie - nadaremnie jednak szukać by tu tamtego, obojętnego, czysto abstrakcyjnego
piękna. Duże, koliste kompozycje budzą wręcz grozę. Fotorealistyczne fragmenty ludzkiej twarzy zrastają
się w "mutantoidalną" całość, podporządkowaną rytmowi abstrakcyjnego, starannie zaprojektowanego
układu kompozycyjnego. Jego regularność budzi wzmożone poczucie zagrożenia - jest jak żywa komórka, moduł,
gotowy do samopowielania się. Pulsująca życiem organiczność, lśniące kręgi oczu, zębów, miękka różowość skóry
i tkwiących w niej sztywnych włosów jeszcze je podkreśla.
W kręgu centrycznej kompozycji kalejdoskopowego obrazu zamknięta nie kończąca się powtarzalność obnaża,
niezauważalne zazwyczaj, cechy powielanych elementów. Z niepozornych okruchów szkła i kamyków, zwielokrotniając
je, wydobywa abstrakcyjne piękno - chłodne, dekoracyjne, nie obciążone żadnymi znaczeniami.
A co wydobywa ze zwielokrotnionego układu białych, lśniących zębów młodego człowieka, jego ładnie wykrojonych
oczu, brwi, ust, fragmentów gładkiej, zdrowej skóry? I dlaczego ze zwielokrotnienia tych wszystkich pięknych
w kształcie, kolorze i znaczeniach elementów nie powstaje całość jeszcze piękniejsza - jak w wypadku kamyczków
i szkiełek? Dlaczego te układy, też przecież rytmiczne i dekoracyjne, są wręcz potworne i przerażające?
Co więc takiego podkreśla i wydobywa wzmacniająca siła geometrycznych odbić?
Wydaje się - że prawdziwy, wpółzatarty przez tysiąclecia rozwoju cywilizacji i kultury - pierwotny charakter człowieka
Te same zęby, które zwykliśmy widywać odsłonięte w przyjaznym uśmiechu - tu nagle okazują się być ostrymi zębami
drapieżcy! Podobnie szkliste, bezlitosne, wpatrzone nieruchomo, hipnotycznie - jak w ofiarę - oczy. I owłosiona
skóra - atrybut dzikich zwierząt...
"Kalejdoskopowa" powtarzalność wzmacnia jednak nie tylko formę. Także i treść, którą ta forma wyraża. I zapewne to
o jej podkreślenie chodziło artyście, kiedy nadawał tym przerażającym kompozycjom tytuł "Interiory". "Interior -
czyli wnętrze. Prawdą jest, że byt kształtuje świadomość, ale prawdą jest także, że forma wynika z funkcji.
Wzmocnione powtarzalnością drapieżne cechy fragmentów ludzkiego ciała odpowiadają cechom ludzkiego charakteru.
Bo wewnątrz - człowiek nadal jest drapieżnikiem. To we wnętrzu człowieka, w jego myślach, w wyobraźni, na bazie
jego pierwotnych - i nie tylko pierwotnych - potrzeb, tęsknot i instynktów, w jego "interiorze" wykluwają się i
rodzą najstraszliwsze potwory naszych czasów. Wyprowadzone przez człowieka z jego "interioru" na zewnątrz,
atakują nas z kartek tysięcy książek, filmów, gier komputerowych. i stron internetowych. A często atakują i
realnie, fizycznie, w rzeczywistości; spoza przyjaznej twarzy, miłej powierzchowności, starannego ubioru -
czy munduru.
Dzieło sztuki nie musi być estetyczne. Musi natomiast zawierać w sobie element prawdy, poszerzać w jakiś sposób
świat. Odsłonić coś nieznanego, ukazać w innym świetle, zetrzeć kurz pozorów, przyzwyczajeń, złudzeń. "Interiory"
Łukasza Cywickiego należą do tego rodzaju dzieł. Artysta łączy w nich w oryginalny sposób czystą abstrakcję
geometrycznej kompozycji i drobiazgowo realistyczne przedstawienia fragmentów ludzkiego - własnego - ciała.
Łączy chłodny intelekt i równowagę "kalejdoskopowych" kręgów z ekspresją form, z których każdy z nich się składa.
Łączy jasny przekaz treściowy ze wzmożonymi, głęboko intymnymi własnymi emocjami. I przypomina w nich prawdę -
trudną, bolesną prawdę - o ludzkich "interiorach"
Stanisława Zacharko
maj 2006 r.